oczarkowana

moja droga herbaciana i życie w Chinach
Chiny

Dni sportu – ważny dzień uczelni w Chinach

Hej!

Jako, że blog powstał dopiero w tym miesiącu to pozwolę sobie przytoczyć wydarzenia, które miały miejsce jakiś czas temu.

Generalnie od kiedy tu przyjechałam tj. we wrześniu 2015, co chwilę tłumy chińskich studentów szlifowały materiał. Mogłam sie tylko domyśleć, że będzie jakiś event na kampusie. Czy to dzień czy noc, słońce czy deszcz, godzinami ćwiczyli z wielkim zapałem. Raz słychać było śpiewy chóralne, czasem wykrzykiwanie chińskich haseł, dużo prób tanecznych, wymachiwania szarfami, czy dopracowywanie marszu. Aż w końcu zostałam zaproszona do wzięcia udziału w jednym z nich…

Dni sportu
Miałam przyjemność wziąć udział w pochodzie wydziału studiów międzynarodowych na dni sportu. Nie wiedząc na co się piszę, zgodziłam się na udostępnienie mojej europejskiej twarzy. Sytuacja okazała się całkiem zabawna, ponieważ co parę dni musiałam przychodzić na próby marszu. Sprawa była najwyżej wagi, zwłaszcza, że szłam w pierwszym rzędzie. Dowiedziałam się wtedy, że marsz w pochodzie nie jest taką prostą sprawą, ponieważ… patrzymy prosto, ręce mamy zaciśnięte w pięść, łokcie proste, kolan nie zginać, wszyscy muszą zacząć iść od tej samej nogi i potem trzymać tempo, trzeba coś jeszcze krzyczeć. Na domiar wszystkiego, jak się mija najwyższe osobistości uczelni, które siedzą wysoko na trybunach,  należy zwrócić głowę w ich stronę i tak maszerować patrząc na nich. Dopiero jak się minie najważniejszych z najważniejszych to trzeba znowu patrzeć w przód. Na próbach trochę się wygłupiałam, co potem okazało się zachowaniem nieodpowiednim bo chińscy studenci brali sprawę całkiem serio. Wtedy też dowiedziałam się, że takie marsze to oni ćwiczą od podstawówki i tylko taki laowai (obcokrajowiec) jak ja, plącze nogi a ręce zgina w łokciach. Jednak dałam radę, szłam w rytmie i oddałam cześć władcom trybun. Muszę przyznać, że takie przeżycie to była frajda, jednak w następnych wydarzeniach nie chciałam już brać udziału. Niestety wszystkie projekty, które tworzą chińczycy są niezwykle czasochłonne i to nie dlatego, że wymagają dużego nakładu pracy. Wszystko przez to, że pierwsze 40 min większość osób się spóźnia, podjęcie decyzji trwa zbyt długo, co chwilę wprowadzają zmiany i jest generalnie chaos. Tak jakby iść z punktu A do B, zahaczając jeszcze o C i D z niewiadomych przyczyn.

Co po pochodzie?
Jak już każdy z wydziałów przemaszerował, to zaczęły sie ich występy. Na uczelnianym stadionie przez parę godzin fikały cheerleaderki, biły bębny, biegały smoki i inne stwory. Muszę przyznać, że było to bardzo widowiskowe. Każdy wydział reprezentowało naprawdę wiele, na moje oko minimum 40 osób. Same występy nie były bardzo zaawansowane jeśli chodzi o choreografię, jednak masa ludzi biegających po stadionie robiła duże wrażenie, a zwłaszcza ich kolorowe stroje.

A gdzie sport?
Tu pojawiają się Chiny w czystej postaci. Na samo otwarcie dni sportu przychodzą tłumy, jest ochrona, ciężko się dostać na trybuny stadionu żeby coś zobaczyć. Jednak jak następnego dnia po otwarciu przychodzi czas zawodów tj. biegi, skok w dal czy pchanie kulą to na stadionie nie ma nikogo oprócz garstki ludzi biorących udział w zawodach. Stadion jest pusty i nikogo nie interesują uczelniani sportowcy. Taka chińska ironia, a dla mnie kolejna cenna lekcja kultury chińskiej.

*nawet na filmie widać, że sport nikogo nie interesował, ponieważ nie ma o tym żadej wzmianki 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *