oczarkowana

moja droga herbaciana i życie w Chinach
Chiny

Kunming – moje miasto

Decyzja o wyborze miasta nie była taka trudna. Aplikując o stypendium mieliśmy do wyboru 7 miast, każde w innej prowincji Chin. Jednak tylko 2 kierunki nas interesowały: International Media (Pekin) i Project Management (Kunming). Zaczęliśmy z mężem dopytywać się znajomych, którzy już mieli styczność z Chinami, żeby nam doradzili w tej kwestii. Znając nas, wiedzieli oni, że preferujemy zdrowy styl życia, a mieszkanie w Pekinie nie ma z tym nic wspólnego. Ich odpowiedzi były jednoznaczne i wybór padł na miasto wiecznej wiosny, Kunming. 

 

Kunming – moje miasto

Okazało się, że ten wybór był strzałem w dziesiątkę. Położone prawie 2000 m n.p.m, siedmio milionowe „miasteczko” (na standardy chińskie nie jest to duża miejscowość) może nie jest spełnieniem marzeń, ale jest naprawdę przyjemnie. Widać niebieskie niebo, rzadko kiedy smog, jest zielono, bardzo dobrze się po nim porusza (szczególnie jak się ma skuter na prąd lub rower) oraz z każdej strony otaczają nas góry. Dlaczego miasto wiecznej wiosny? Ponieważ średnioroczna temperatura wynosi 20 stopni, więc jest tak jak lubimy.

Jak na bardzo szybkie tempo urbanizacji w Chinach, Kunming jest dość zacofanym miastem, bo dopiero w lutym tego roku otworzono pierwszą szybką kolej (bullet train), który połączył nas z Shanghajem. Lot do Pekinu trwa ok 3h, do Chengdu 1,45 h i… około 12 h jedziemy autobusem w góry herbaciane! Prowincja Yunnan, której stolicą jest właśnie Kunming, graniczy z kilkoma krajami. Można od nas dojechać pociągiem do Wietnamu, Laosu i Birmy, a jeśli dostaniemy pozwolenie od rządu chińskiego to możemy odwiedzić Tybet. Ze względu na położenie geograficzne prowincji, jest tu bardzo różnorodnie jeśli chodzi o kulturę. W Chinach zamieszkuje 55 mniejszości narodowych, z czego aż 26 można spotkać u Yunnanie. Jest to istna mieszanka języków, wyglądu, ubioru, zachowań i kuchni.

niedoszłe osiedle w centrum miasta. ostatnio woda sięgała do pierwszego piętra i miejscowi łowili tam ryby, często tam łowią

 

Nǐ huì shuō pŭtōnghuà ma? 你会说普通话吗? Czy mówisz po mandaryńsku?

W Chinach można spotkać głównie języki mandaryński i kantoński. W Kunming językiem urzędowym jest ten pierwszy i oczywistym jest, że na uczelniach, bankach, poczcie itp. posługujemy się właśnie nim. Jednak nie zawsze można się tu dogadać po mandaryńsku. W każdym większym chińskim mieście, mieszka też procent ludzi z małych wiosek czy mniejszości narodowych. Niestety oni często nie potrafią nawet pisać po mandaryńsku, a znają tylko trochę mowę. Tak naprawdę na co dzień mam z nimi dużo styczności. Praktycznie zawsze można ich spotkać na targach, wzdłuż ulic kiedy sprzedają swoje plony oraz w małych ‚knajpkach’ na kółkach. Mówią oni często w Kunminghua, czyli miejscowym dialekcie lub którymś z języków mniejszości narodowej. Zazwyczaj mam problemy z dogadaniem się o cenę warzyw, jeśli w grę wchodzi słowo 4 (sì) lub 10 (shí). Często zdarzało się, że rozumiem te słowa na odwrót. Oburzam się wtedy, że to przecież za drogo „tài guìle! tài guìle!” (czyt. taj guejla) W końcu pokazujemy ładnie na palcach i sprawa wyjaśniona. Jednak nie było tak drogo i nikt nie chciał mnie oszukać.

Ciekawym faktem jest to, że w różnych prowincjach inaczej podaje się ceny za wagę. Yunnan podaję w rmb/1 kg, natomiast już Syczuan rmb/100g lub 500g. Również nazewnictwo się różni. Czasem można zwariować i nawet rodowici Han się gubią w podróży i wychodzi z tego niezły máfan (problem). 

Wracając do mniejszości narodowych, bardzo mnie zdziwiło, gdy mój wykładowca z mniejszości Dai, powiedział, że u nich nie mówi się po mandaryńsku. Dlatego tak trudno tym ludziom zdobyć wyższe wykształcenie czy dobre stanowiska pracy. Czasem są oni skazani na los ‚biedoty’. Jednak wiadomo każdy może wziąć życie we własne ręce i tak jak mój wykładowca, nauczyć się języka i zostać zaakceptowanym przez społeczeństwo Han. Chcieć to móc! (tak też sobie powtarzam, ucząc się chińskiego 😉 )

 

Zapomniane miasto

Jako, że zlokalizowani jesteśmy całkiem na południu Chin, a pod nami są już tylko kraje Azji Południowej tj. Laos, Wietnam, Birma, Kambodża, Tajlandia, to rząd jak dotąd niewiele inwestował w tym regionie. Nie mamy też połączenia z wodą, także zbyt duży handel nie wchodzi w grę. Kraje sąsiadujące z prowincją Yunnan są biedniejsze, także ciężko się od nich wzbogacić. Dlatego więc, według mnie Kunming jest w tyle w porównaniu do miast północno-wschodnich. Nawet Chengdu, które znajduje się prowincję obok jest zdecydowanie bardziej rozwinięte. Jednak mi się ten stan rzeczy bardzo podoba. Zanieczyszczenie powietrza jest mniejsze, jest więcej taryf ulgowych względem obcokrajowców, mniej kontroli, mało kto mówi po angielsku co niejako zmusza Cię do nauki języka i co najważniejsze czuć tu jeszcze prawdziwy chiński klimat. W dalszym ciągu można spotkać targi uliczne, które nie zostały stworzone specjalnie dla usatysfakcjonowania turystów. Co weekend odbywają się też targi ślubne, gdzie rodzice szukają partnerów dla swoich pociech (serdecznie polecam zobaczyć jak ktoś będzie w Kunming). Można kupić jedzenie i owoce z wózków porozstawianych przy drodze, które niestety co jakiś czas muszą uciekać przed strażą miejską. Sytuacja jest dość komiczna, gdyż 100-u metrowe targowisko znika, a raczej rozjeżdża się w dwie minuty. Tylko słychać takie „szuru buru” za oknem, po czym następuje cisza na jakieś 5-10 min i wszystko wraca do normy – targ jest rozstawiony na nowo.

wybieranie partnerów przez rodziców – czerwone foldery to oczywiście panie, a niebieskie, panowie

mężu wybiera warzywka na obiad, a ja mogę wszystko kontrolować z okna 😉

 

W starym ciele młody duch

Pięknym widokiem są starsi ludzie ćwiczący z rana Tai Chi nad rzeką czy w parku. Przynoszą oni też np. swoje ptaki w klatkach, wieszają je na drzewach, przez co słychać piękny śpiew już od 7 rano, gdy miasto budzi się do życia. Wieczorami natomiast można spotkać grupy tańczących ludzi. Tańczą oni co wieczór, mają swoje układy i ulubione nuty. Można też spotkać staruszków pływających w rzece pod prąd i generalnie ludzie są bardzo aktywni, a ulica żyje w dzień i noc. Kunming urzekł mnie tym wszystkim. W innych większych miastach już tego nie spotkałam.

 

my także przyłączyliśmy się do tańców (Yiwu, Yunnan)

Kolejne trzy zdjęcia to moja ulubiona trasa na bieganie. Tak przyjemnie wzdłuż rzeki :

 

 

Prowincja Yunnan 

Ze względu na to, że nie ma tu ciężkiego przemysłu,  prowincja Yunnan może rozwijać się w swój naturalny sposób. Co ciekawe tutejsze góry kryją pokłady rzadkich metali wykorzystywanych w nanotechnologii, ale głównie rozwija się tu biznes herbaciany i turystyczny. Zaczynając od gór herbacianych, gdzie powstają moje herbaty PUER, kończąc na pięknych górzystych terenach typu Tiger Leaping Gorge czy też rejonach podtybetańskich jak np. Shangrilla. Naprawdę można nacieszyć tu oko i naładować się pozytywną energią.

Tiger Leaping Gorge

droga wokół jeziora Erhai

25 grudnia – odpoczywamy nad jeziorem Dianchi w Kunming

gorące źródła Anning

 

A poza tym to, w którym mieście rozmaryn rośnie jako roślina ozdobna?! Wyobraźcie sobie zapach przy 30 stopniach celsjusza, bajka !

 

!Attention!

Wpis powstał, gdy mieszkałam w Kunming i tak sobie czekał w szkicach, aż do dziś. Wybaczcie, ale bardzo dużo dzieje się w moim życiu i ciężko mi się we wszystkim połapać. Jednak powoli staję na nogi i postanawiam poprawę. Będzie więcej postów. Trzymajcie mnie za słowo !

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *