O mnie

Długi czas zastanawiałam się nad prowadzeniem bloga, takim o jedzeniu, ponieważ kocham gotować… i jeść. Ten blog powstał jednak z innego powodu. Wszystko zaczęło się po powrocie do Polski z antypodów. Mieliśmy z mężem rozpocząć życie w Polsce jednak jak się pewnie domyślacie, tak się nie stało. Takie z nas trochę włóczykije i na zapytanie „A może chcielibyście aplikować na stypendium do Chin”, odpowiedź była krótka i prosta… TAK!

Nazywam się Matylda Wencka i wyjechałam z mężem do Chin kilka dni po naszym wspaniałym ślubie. W Australii mieliśmy już do czynienia z chińską kulturą i myśleliśmy, że pójdzie gładko. Tak się nie stało i mimo wszystko doznaliśmy tu szoku kulturowego i trochę głodowaliśmy… tak, dobrze czytacie. Jemy z mężem raczej roślinnie, co dla Chińczyka było ogromnym zdziwieniem i z początku nie wiedział co nam zamówić do jedzenia, a potem sami nie mogliśmy sobie poradzić. Jak się po czasie okazało roślinna szama jest tu wszechobecnie dostępna i zdecydowanie łatwiej można tu zjeść ‚na mieście’ niż w Polsce. Po dłuższym pobycie okazało sie, że Chiny nie są takie straszne, a miasto Kunming (prowincja Yunnan), w którym mieszkamy jest naprawdę cudne, trochę zacofane, a jednak jesteśmy 100% zadowoleni z naszego wyboru.

Z prawdziwą chińską herbatą zetknęłam sie dopiero po około 6 miesiącach od naszego przyjazdu. Nikt z naszych chiński znajomych czy też obcokrajowców nie pije chińskiej herbaty. Wielu z nich nie widziało nawet ceremonii parzenia. Na szczęście postanowiłyśmy z koleżanką, że musimy odnaleźć jakiś targ herbaciany, dowiedzieć się czegoś więcej i doświadczyć chińskiej kultury. W końcu wypadałoby to zrobić, skoro już jesteśmy w Chinach. Okazało się, że jeden z większych targów miałyśmy tuż za rogiem i wpadłyśmy… wpadłyśmy w herbatę! Podobała się nam zabudowa, kwiaty, stare komody, zakurzone olbrzymie krążki herbaciane, drewniane stoły, przyrządy do parzenia i wszystko inne. Wszystko było takie egzotyczne i nadawało niesamowitego klimatu. Po prostu się zakochałyśmy.

Tego dnia zakupiłam pierwsze chińskie herbaty (czarną, fermentowaną puer i zieloną) i popędziłam do domu pochwalić się mężowi. Smaki tych herbat znacząco różniły się od typowej polskiej czarnej siekiery czy zielonej parzonej 3-5 min jak to robiliśmy w Polsce, a dojrzała puer wcale nie śmierdziała bagnem czy rybą. Mimo, że herbaty te smakowały inaczej i nie do końca byłam do nich przekonana to przekupiła mnie magia tamtego miejsca, sposób parzenia herbaty, a nawet picie z dziwnych małych pojemniczków (czarek). Chwilę później pojawiły się też pierwsze naczynia i tacka do parzenia.

Postanowiłyśmy z Kariną (koleżanka, z którą wybrałam się na targ), że musimy dowiedzieć się więcej. W krótkim czasie, poznałyśmy Chinkę – Mabol, która wprowadziła nas w świat herbaty. Mabol skończyła studia o herbacie, co więcej parzenie, picie i wszystko co związane jest z herbatą, jest jej pasją. Stała się ona naszą mentorką i prawie co tydzień zabierała nas na  targowiska i do wszelakich sklepów herbacianych. Czasem spotykałyśmy się u niej w domu i rozkoszowałyśmy się zgromadzonymi przez nią okazami. Na początku maja 2016 roku pojechałyśmy w góry herbaciane Yiwu, w okolicach Xishuangbanna by zobaczyć proces tworzenia herbaty od podszewki.

Od tego czasu rozwijam się w tym kierunku. Niestety z herbatą jest tak, że im więcej czytasz, tym wiesz mniej hehe. Na szczęście wcale mnie to nie zniechęca i staram się chłonąć wiedzę herbacianą skąd i kiedy tylko mogę. Dopiero 1.5 roku od rozpoczęcia mojej przygody herbacianej, postanowiłam stworzyć przestrzeń, gdzie będę mogła się dzielić moją wiedzą herbacianą, ale także przygodami w Chinach. Uwierzcie mi, jest tego sporo!

czemu OCZARKOWANA ? Te małe naczynka zawróciły mi w głowie !

Mam nadzieję, że będzie Ci tu przytulnie i poczujesz się jak w Chinach choć przez chwilę  🙂