oczarkowana

moja droga herbaciana i życie w Chinach
Wege Chiny

Wege Chiny – o tym jak można tu przeżyć na roślinach

Postanowiłam rozpocząć serię o wegetariance w Chinach. Dla wielu osób ciężko sobie wyobrazić jak życie takiej osoby może tu wyglądać. Każda prowincja Chin się czymś różni i ten wpis oparty jest na moim życiu w prowincji Yunnan, mieście Kunming. W miastach bardziej rozwiniętych tj. bardziej na północny-wschód jest więcej opcji, zachodnich knajp w stylu vege, więcej zamienników wegańskich itp. Jednak mają oni mniej owoców, które są dłużej transportowane przez co ich cena wzrasta. W Kunming jest istny raj jeśli chodzi o owoce, które są lokalne lub importowane z Birmy czy Laosu, które graniczą z prowincją Yunnan. Nic tylko wcinać 😉

Przed przyjazdem do Chin jadłam wegańsko, teraz jem wegetariańsko, co nasuwa na myśl, że jednak jest tu ciężko. I tak, i nie.

Dieta w Chinach:

Zdrowy weganizm (bez przetworzonego jedzenia) = łatwa 

Weganizm z gotowcami (ser, parówki, pasty, ciastka, desery) = ciężka/niemożliwa

Wegetarianizm = bardzo łatwa

 

Powodem powrotu do wegetariańskiej diety, z jednej strony były moje zachcianki na junk food. Czasem po prostu miałam ochotę na coś słodkiego (co nie było owocem)  i nie potrafiłam się dowiedzieć czy ma to w składzie mleko lub jajka. Chińskie krzaczki niestety nie są pomocne, a nikt nie mówi tu po angielsku… Nie ma tu też opcji zjedzenia na mieście pizzy, burgera, ciasta itp. w wersji wegańskiej. A czasem po prostu masz ochotę zjeść na mieście.

Druga sprawa – lunch. Godziny 12-14.30 są w Chinach święte, jest to czas na najedzenie się i drzemkę po posiłku (Chińczycy śpią dosłownie wszędzie). Zdarzało nam się, że po spotkaniu, zmuszeni byliśmy iść z naszymi towarzyszami na lunch. Nie można tu odmówić zjedzenia wspólnego posiłku, jest to ważna część ich kultury i sposób nawiązywania więzi. Wtedy zdarzało się, że przy wspólnym stole trzeba było zjeść jajko lub warzywa na wywarze prawdopodobnie mięsnym.

Po jakimś czasie sobie odpuściłam i zdarza mi się zjeść coś z jajkiem czy mlekiem w składzie i nie mam wyrzutów sumienia. W domu jednak gotuje wegańsko.

power nap to ważna część dnia, nie można jej przerywać! na zdjęciu sprzedawca tofu w czasie przerwy

 

Co można zjeść w Chinach?

 

OWOCE

Jest ich mnóstwo. Wybór jest naprawdę duży, szczególnie w tych egzotycznych. Arbuzy i melony cały rok, świeże ananasy, mango, papaja większość roku i ta lista się nie kończy. Jest jack fruit, durian, smoczy owoc i wiele innych, których nazw nie znam. Teraz jest sezon na liczi, longan, brzoskwinie i nektarynki. Nigdy nie jadłam tylu owoców co tutaj, tak na prawdę stanowią one większą część mojego dziennego jadłospisu. Ciężko dostępne są smaczne jabłka. Występują podobno pyszne gruszki, z których Kunming słynie jednak osobiście się z nimi nie spotkałam i te co jadłam były po prostu zbyt wodniste i niesmaczne. Jagody/truskawki/czereśnie są, ale boje się je jeść. Zbyt pięknie wyglądają co jest trochę podejrzane i są drogie.

  • czego nie ma? – cytryn (tylko importowane, dlatego używa się tu świeżych limonek), brakuje mi też polskich śliwek, gruszek, jabłek oraz borówek, jeżyn, czereśni. Zdarzyło mi się kupić borówkę amerykańska ekologiczną. Ich standardy są jednak inne niż te europejskie i nie ma co się łudzić, ze nie były pryskane (może tylko trochę mniej niż zwykle). Z zasady mało jadłam tego typu rzeczy.

 

owoce i warzywa najlepsze są z takich targowisk lub bezpośrednio kupione na ulicy

ananasowe lizaki

Durian, w tle Jackfruit

jackfruit zamówiony na taobao (chińskim allegro)

woskownica 楊梅

soczyste słodkie kuleczki, które trzeba moczyć w wodzie ok 40 min by wyszły z nich robaczki

mój zestaw śniadaniowy

 

WARZYWA

Generalnie to co u nas. W Chińskich warzywnych potrawach królują bakłażan, kapusta, groszek, kukurydza, zielonki (bok choy, kong xin cai, szpinak, pędy groszku itp.), ziemniaki, pomidory, szczypiorek, biała rzodkiew, kiełki fasoli mung i grzyby. Jako przyprawy używa się najczęściej papryczek chili, kolendry, czosnku i imbiru. Jeśli chodzi o ziemniaki to jest całkiem spory wybór – zwykłe, bataty, taro.

  • coś nowego – można  zjeść pędy bambusa, dużo rozmaitych zielonek typu kong xin cai (wilec wodny) czy kłącze lotosu (przepyszny)
  • czego nie ma? – pietruszka (natka i korzeń), seler, por, burak (tylko online), rzodkiewka (takie małe nasze, spotkałam się tylko z takimi wielkości sporego ziemniaka), zielone warzywa liściaste (jarmuż, rukola, roszponka, bazylia, sałata lodowa), biała cebula (bardzo ciężko znaleźć i sezon krótki)

warzywniak za oknem, wygodnie jednak trochę głośno

 

GRZYBY

Jest ich całe mnóstwo i uwielbiam potrawy z nimi. Na targu głównie dostępne są hodowlane, które są tańsze. Jednak najsmaczniejsze i najdroższe są te dzikie, zbierane w górach.

marynowane na ostro, dzikie Yunnańskie grzyby. Po środku – bambus marynowany również na ostro (oni chyba inaczej niż na ostro nie potrafią)

INNE

  • tofu – rodzajów jest kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt
  • pestki, orzechy – najtaniej online (mają też w zachodnich sklepach, jednak drogo)
  • cieciorka, soczewica, kasze – najtaniej online (mają też w zachodnich sklepach, jednak drogo)
  • rodzynki – najtaniej online (mają też w zachodnich sklepach, jednak drogo)
  • daktyle – tylko online, sprowadzane z krajów arabskich
  • awokado – głównie online, jednak jest wciąż drogie. Jest krótki okres lokalnych awokado, jednak nie są one zbyt smaczne i ważą 300g i więcej.

 

Poniższe zdjęcia przedstawiają tofu. Tak, także te żółte, brązowe, okrągłe czy te z włoskami 😉

 

SERY, MLEKA

  • mleko krowie – nikt z obcokrajowców raczej nie kupuje mleka marki chińskiej, ponieważ zdarzyła się tragedia i umarło wiele niemowląt z powodu zatrutego mlecznych mieszanek w proszku dla dzieci. Od tamtej pory większość osób boi się chińskich marek. Chociaż Polka, która mieszka w Kunming od prawie 10 lat poleca mleko krowie z Kunmingu. Świeże, prosto od krowy, podobno bardzo smaczne. Nie wiem, nie piję, nie znam się 😉 Dla zainteresowanych zapraszam na jej blog – 白小颱 Biały Mały Tajfun. Dodam jeszcze, ze mleko polskie kosztuje ok 8 złotych
  • mleka roślinne – mają sojowe, z orzechów włoskich, daktylowe, kokosowe jednak mocno słodzone i zazwyczaj zawierają minimalną ilość mleka krowiego. Mleko sojowe można kupić świeżo zmiksowane w miejscach, gdzie je się baozi (chińskie chlebki/pyzy z farszem) i można poprosić o napój bez cukru.
  • sery – 250g goudy za ok 20zł (tylko w zachodnim sklepie typu Carrefour, Metro czy Walmart) lub taniej przez internet, ale to też wychodzi ok 10 zł za 250g. Można kupić lokalny ser kozi – świeży i cena aż tak nie powala
  • jajka – ceny jak w Polsce, najlepiej kupić na targu

 

A co można zjeść w typowo chińskich knajpach?

Naprawdę wiele! Jak masz problem z dogadaniem się to można nawet pokazać im palcem na warzywa, które znajdują się w lodówce by Ci je przyrządzili. Wybierasz np. dwa rodzaje warzyw, tofu, do tego ryż i jesz do syta. Ahh bym zapomniała, koniecznie trzeba dodać „bu yao rou” co znaczy „nie chcę mięsa”. W innym wypadku będzie można znaleźć małe kawałeczki mięsa tu i ówdzie.

od lewej: kukurydza z groszkiem, bok choy z grzybami, bakłażan. w czarce zielona herbata/gryka (podają za darmo przy oczekiwaniu na jedzenie)

korzeń lotosu podany na zimno i bardzo ostro

Nasz hit – fasolka o smaku nie do opisania (wbrew pozorom nie była ostra)

bakłażan z ziemniakami i papryką

okra w sosie sojowym

 

Knajpy buddyjskie – są wegańskie ! 

Oprócz zwykłych chińskich knajp, gdzie podaje się również mięso, istnieją też knajpy buddyjskie. Chińczycy generalnie mało wiedzą o wegetarianizmie i ciężko im sobie wyobrazić życie bez mięsa. Z drugiej strony mają mnóstwo wege miejscówek, a są to właśnie restauracje buddyjskie, gdzie religia zabrania jedzenia miejsca. Są one tanie i jesz ile chcesz. Zazwyczaj płacimy około 10 zł. W zależności od knajpy jest wybór około 8-20 potraw w formie bufetu. Ilość dokładek nieograniczona. Wydaje nam się, że przesadzają tam z MSG i solą bo po zjedzeniu dużego posiłku, cały dzień chodzę z butelką wody. Jednak to zależy też od miejsca.

Są też knajpy buddyjskie (bardziej restauracje), które mają menu. Zazwyczaj jest to droższa sprawa, jednak lepiej się po nich czujemy. W wielu z nich napisane jest, że nie używają wspomagaczy smaku.

Restauracja buddyjska

knajpa buddyjska na targu herbacianym. czego chcieć więcej? 😀

Dzikie grzyby z Yunnanu

Bufet buddyjski

bakłażan, z tyłu pędy groszku, w tle miękkie tofu w sosie

w garach kleiki/zupki, przyznam się, że nigdy tego nie jem. W białych miskach przyprawy do dodania (kolendra, chili, czosnek, sól i czasem glutaminian sodu)

grzybki, później pomidory z papryką, w tle tofu

cukinia na ostro, dalej marchewka, w tle zielony kalafior

potrawa na zimno – suszone tofu na ostro


woda papajowa – lokalny deser, coś jakby galaretka z brązowym cukrem

z lewej na talerzu pomidory i papryka z granulatem sojowym

 

Jak widać życie na roślinach w Chinach nie jest takie trudne. Dla mnie nawet łatwiej jest zjeść w małej miejscowości w Chinach w porównaniu z Polską wsią lub małym miastem. Jeśli planujesz podróż po Azji, nie obawiaj się głodówki, a raczej przejedzenia i nowych smaków. Jest naprawdę pysznie!

 

2 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *